
Nikt nie jest odporny na wizytę w warsztacie samochodowym, tak jak na wizytę u lekarza. Ale w przeciwieństwie do dentysty, który nawet gdyby chciał, nie potrafiłby wytłumaczyć, dlaczego oprócz chorego zęba konieczne jest usunięcie kilku zdrowych, stojących obok, nieuczciwemu mechanikowi samochodowemu często udaje się coś podobnego zrobić.
Nie ma chyba w naszym kraju miłośnika motoryzacji, który choć raz nie zetknąłby się z tym, co w "profesjonalnym" slangu, a w ścisłym języku prawniczym – z "nieuzasadnionym zawyżeniem zakresu prac". Jednocześnie nieświadomy, oszukany właściciel samochodu, w oczach niektórych nieuczciwych serwisantów, jest tym samym "czajniczkiem" z dowcipów, za którego pieniądze tak naprawdę istnieją.
W rzeczywistości, jeśli nie liczyć jawnie przestępczych i na szczęście rzadkich przypadków celowego uszkodzenia ruchomości klienta w celu późniejszej naprawy, to schemat zarabiania pieniędzy na naiwnych właścicielach samochodów wydaje się dość prosty, jeśli nie prymitywny. Dlatego też metody ochrony przed "oszustami" i zachowania przynajmniej części dochodów z pracy leżą także w gestii każdego normalnego człowieka.
Po pierwsze, musisz nadać sobie właściwe "nastawienie psychologiczne". Jasne jest, że samochód jest dla ciebie rzeczą kosztowną pod każdym względem, a nawet lekkie puknięcie pod maską o nieznanym pochodzeniu jest niekiedy odczuwane ostrzej niż ból zęba. A jeśli słowa "luz", "końcówki drążków kierowniczych", "sworznie kulowe", "bloki tulei oporowych" nic dla Ciebie nie znaczą, to w połączeniu z sześciocyfrową wartością strachu o Twoją mobilność, ta ignorancja ukształtuje w Tobie trwały kompleks niższości motoryzacyjnej.
Podczas gdy Twoi przyszli przeciwnicy są całkowicie pozbawieni tego typu kompleksów, tak jak wszyscy inni. A ktoś, komu brakuje pewności siebie, jest skazany na porażkę w negocjacjach. Czyli właśnie wybierasz się do warsztatu samochodowego, ale już zaocznie zaczepia cię mężczyzna w kombinezonie roboczym, który łapczywie bawi się kluczem 42 mm.
Poniżej przedstawiono prawidłową instalację. Tak, nie masz pojęcia o konserwacji samochodu. To prawda. Ale jesteś świetnym weterynarzem (piekarz, dyrygent orkiestry symfonicznej). A ten żołnierz, którego jeszcze nie poznałeś, nie jest bardziej wykwalifikowany ani mądrzejszy od ciebie, chociaż wie, dlaczego są łożyska główne, a nie ma łożysk bocznych. Ale nie ma absolutnie żadnego pojęcia o łączeniu koni, robaków ani synkopowaniu w słabym takcie.
A co najważniejsze, Twój przyszły przeciwnik nie wie jeszcze, że jesteś zupełnym zerem w jego fachu. I dobrze: im mniej wiesz, tym więcej pieniędzy zaoszczędzisz.
Więc nie ma mowy o schlebianiu i służalczości wobec osoby trzymającej klucze. Na koniec płacisz pieniądze i nie ma nic łatwiejszego niż oni...
Podczas dostrajania się w ten sposób staraj się unikać zbędnej agresji i ogólnie rzecz biorąc, nadmiernej emocjonalności. Pamiętaj, że samochód to tylko kawałek żelaza, choć drogi i piękny, a cała ta "technologia oszustwa" nie jest atakiem na twój honor i godność, ale po prostu próbą zarobienia trochę więcej, choć trochę nieuczciwie.
I dlaczego wczoraj powiedziałeś właścicielowi kota taką cenę za zastrzyk, skoro koń mógł zostać wyleczony, i to na zawsze, ale nie wkładasz masła do bułek... nie wkładasz go, a twoja orkiestra gra fałszując...
Podobnie jest w tej sprawie: "nic osobistego – tylko interesy", jak mawiają w krajach, na których język słowo "oszustwo" jest od dawna nieprzetłumaczalne...
Teraz jesteś psychologicznie przygotowany na diagnozę. Ponieważ właśnie tutaj zaczyna się każda wizyta w serwisie samochodowym, a zatem jest to to samo oszustwo.
I tak samochód stoi na podnośniku, a ty patrzysz na niego z punktu widzenia asfaltu, a mechanik samochodowy stojący obok ciebie patrzy na niego z punktu widzenia poprawy swojej sytuacji finansowej. Nie, zacznijmy trochę wcześniej – od momentu przyjazdu do serwisu i spotkania z mechanikiem lub kierownikiem serwisu, (Nie bierzemy pod uwagę sytuacji, w których żołnierzami są Twoi bardzo dobrzy, zaufani znajomi lub, w skrajnych przypadkach, krewni, ale bez rywalizacji o spadek).
Przyjeżdżasz do serwisu i mówisz: "Wiesz, coś mi strasznie głośno puka po lewej... nie, po prawej... nie, po lewej, chyba też nie... i jest jakiś zapach, jakby ze sprzęgła... albo gdzieś wycieka olej... i wydech jest jakiś ciemny, chciałbym, żeby był jaśniejszy... no to sam spójrz, jako specjalista...". I widzisz uśmiechniętego mechanika. Nie chodzi o Twoje spaliny, ale o Twój budżet rodzinny, który po takim monologu ma spore szanse znacząco wzrosnąć. Ponieważ powiedziałeś wszystko źle, chociaż wszystko co powiedziałeś było szczerą prawdą. Ale "prawda jest dobra, ale szczęście jest lepsze".
Szczęście miłośnika samochodów polega na oszczędzaniu na naprawach. Tak więc prawidłowa mowa otwierająca powinna brzmieć mniej więcej tak: "Proszę, muszę wymienić prawą końcówkę drążka kierowniczego, lewe łożysko koła, uszczelniacze olejowe i uszczelkę miski olejowej. Nie, dziękuję, kawy nie chcę...".
(Zauważmy, że cała ta poprawna terminologia techniczna, którą każdy żołnierz będzie szanował, znajduje się w sąsiednich rozdziałach książki).
Po takim wystąpieniu prawdopodobieństwo oszustwa oczywiście pozostaje, ale znacznie spada. Tutaj jednak istnieje niebezpieczeństwo przesady, przejścia w drugą skrajność i wpadnięcia w tak niepopularną przez wszystkich kategorię "zbyt mądry". Nie ma potrzeby być zbyt mądrym – nadal nie wiesz więcej niż profesjonalny mechanik samochodowy, w przeciwnym razie nie przyszedłbyś do niego, tylko zrobiłbyś wszystko sam według książki, którą trzymasz teraz w rękach. Ale gdy już znajdziesz się w gronie tych ludzi, twoim zadaniem jest pokazać się jako osoba stanowcza i rozsądna, która zna się na samochodach i zamierza przynajmniej w minimalnym stopniu "się z nimi rozstać".
Oczywiście, kiedy terminy techniczne Cię denerwują, tak jak długie słowa denerwują Kubusia Puchatka, sytuacja staje się trudna. Ale nie jest beznadziejnie.
Cisza może ci pomóc, co w tym przypadku jest prawdziwym złotem, zarówno twoim, jak i osoby, którą uratowałeś. A jeśli "skąpiec dwa razy płaci", to skąpiec w mowie zapłaci mniej w warsztacie samochodowym. Dlatego też, będąc miłośnikiem motoryzacji, należy wyrażać swoje obawy z umiarem. Na przykład tak: "Cześć. Jest... mały problem z podwoziem mojego samochodu... czy mogę zerknąć od dołu na podnośniku?., żebym mógł zobaczyć, co tam jest i jak...". To znaczy, jasne, że mówimy o diagnozowaniu samochodu, ale zwróć uwagę: "samochód", "mały problem", "coś"... Tak, jesteś gotowy na naprawy i pewne wydatki, ale oczywiście w rozsądnych granicach; naprawienie "problemu" nie może być bardzo kosztowne...
Najważniejsze jest, aby nie wdawać się w dyskusję techniczną ze swoim przeciwnikiem – on i tak Cię ogra, dlatego jest mistrzem, mimo że jest akceptującym. Jeśli na przykład nagle zapyta: "A może silent block?..", odpowiedz niejasno lub wymijająco: "Nie, w zasadzie wtedy było tak samo, tylko trochę pociągnął w lewo... ale zobaczymy na windzie...". Pamiętaj, jeśli zgadnie, że uważasz wspomnianego Silenta za nieznanego wcześniej anglojęzycznego brata Blocka, to jesteś po prostu skazany na zorganizowanie małego urlopu finansowego dla całego zespołu. Mężczyzna biegły w poezji to marzenie każdego mechanika samochodowego.
Ale teraz samochód jest podniesiony, a show zwane "diagnostyką" rozpoczęte. I tutaj wszystko zależy od profesjonalizmu i umiejętności samego mechanika. (W nawiasie warto zaznaczyć, że niektóre firmy, zwłaszcza duże salony samochodowe, nie wpuszczają klientów na teren napraw. Nie zwracaj na to uwagi. W tym sensie, że Ty jako właściciel samochodu masz wszelkie prawa (w sprawie praw patrz. w spisie "Porady prawnika") wiedzieć, za co zamierzają pobrać od ciebie pieniądze, a zatem być obecnym podczas diagnostyki. Jeśli nie możesz obejść się bez przewodnika, to pozwól, aby ci go zapewnili. Jeśli nie możesz obejść się bez kasku, powinni ci dać kask. Cokolwiek, nawet kamizelka kuloodporna i suche racje żywnościowe na trzy dni, ale konfrontacja z usterkami pojazdu odnotowanymi w zleceniu pracy jest obowiązkowa.
Profesjonalizm mechanika samochodowego diagnozującego samochód w obecności klienta polega nie tyle na gruntownej znajomości materiału, co na znajomości systemu Stanisławskiego i umiejętności jego zastosowania. Ponieważ niektóre, a czasami znaczna część, podzespołów i części, które klasyfikuje jako wadliwe i podlegające wymianie, w rzeczywistości takimi nie są. (To zabawne, ale w profesjonalnym slangu istnieje nawet specjalne słowo oznaczające stwierdzenie konieczności zastąpienia - "wyrokować". Skojarzenia prawne w tym przypadku najwyraźniej nie są przypadkowe.) Spryt, jak wiemy, wymaga pewnych umiejętności aktorskich. Typowa mise-en-scene diagnostyki podwozia samochodu wygląda mniej więcej tak. Ty i mechanik znajdujecie się pod spodem samochodu zawieszonego na podnośniku. Mechanik trzyma w rękach przenośną lampę i uchwyt, a na Twojej twarzy maluje się nikła nadzieja na tanią naprawę. Serwisant, udając profesjonalną uwagę i ogromną troskę o stan techniczny samochodu, metodycznie przemieszcza się od jednej części zawieszenia do drugiej, tu i ówdzie wbija łyżkę do opon, cmoka językiem, kręci głową i milczy. Nie ma w tym odcinku żadnej kwestii. W skrajnych przypadkach może improwizować i powiedzieć z bardzo smutną, wręcz żałobną intonacją: "Tak…".
I tutaj właśnie potrzebna jest najwyższa samokontrola. Ponieważ w tym momencie mechanik, jak każdy aktor, potrzebuje od widza empatii i współczucia. A widzem jesteś ty. A raczej jego zadaniem jest uczynić cię widzem, aby móc potem pobierać potrójną cenę za bilet. A Twoje zadanie polega na tym, żeby poczuć się jak reżyser teatralny, który jeśli zechce, może z łatwością zastąpić tego aktora innym. Dlatego pod żadnym pozorem nie daj się nabrać na jego ochy i ochy, pozwól mu klikać, kiedy chce i machać, kiedy chce - nie ma potrzeby, żeby sięgać po twój portfel czy validol. Im większy spokój wykażesz, tym większa szansa, że aktor w szlafroku wymieni tylko to, co konieczne i nic więcej. A jeśli zapłacisz więcej, nie będzie to oznaczało, że dałeś się łatwo oszukać, lecz jakbyś z własnej woli zapłacił dużą sumę pieniędzy. Jedynym sposobem na całkowite uniknięcie oszustw jest zrobienie wszystkiego samemu, jak już wspomniano.
(Proszę nie odbierać tego jako nachalnego, ale przypomnijmy raz jeszcze: trzymasz w rękach książkę, która zawiera wszystko, czego potrzebujesz, żeby podjąć niezależne działanie).
Generalnie, kiedy ten facet z łomem będzie podawał się za Smoktunowskiego, zachowaj zimną krew i, co najważniejsze, za każdym razem, gdy powie coś w rodzaju "zabawa", uparcie proś go, żeby pokazał ci tę bardzo tajemniczą sztukę. Nie, nie chodzi o to, że nie ufasz mechanikowi - wręcz przeciwnie, jeśli poprosisz kogoś o pokazanie Ci sposobu naprawy, to tylko takiego profesjonalisty jak on. (Zwróć szczególną uwagę na świeże ślady rzekomo wyciekającego oleju lub płynu na powierzchni niektórych części. "Rzekomo", bo ślady te mogą być świeże tylko w jednym przypadku – jeśli zostały umiejętnie naniesione przez Twojego nowego znajomego, gdy Ty szukałaś szminki w torebce lub zapalniczki w teczce).
Ogólnie rzecz biorąc, w annałach oszustw związanych z warsztatami samochodowymi można znaleźć wiele poruszających historii - przykładów naiwności naiwnych właścicieli samochodów i bezkarnej chciwości podstępnych serwisantów. Pełna lista wszystkich odmian tej hańby zapewne zapełniłaby więcej niż jeden tom. Ograniczymy się do kilku, dość powszechnych sytuacji.
Załóżmy, że w Twoim samochodzie wymieniany jest sworzeń kulowy. Nie bądź nieśmiały i poproś, aby stare, zdemontowane podparcie umieszczono w bagażniku. Oczywiście, nie ozdobi to wnętrza tego ostatniego, ale będzie pewnego rodzaju gwarancją, że ustąpiło ono miejsca nowemu. (Dotyczy to zresztą każdej części wymiennej).
Podobnie wygląda sytuacja przy wymianie oleju silnikowego. Ale w tym przypadku nawet markowy pojemnik z olejem silnikowym przedstawiony przez mechanika, niestety, nie oznacza, że jego zawartość znajduje się obecnie w silniku Twojego samochodu. Najlepszym sposobem zabezpieczenia się jest osobista obecność przy wymianie oleju, który przywieźliśmy.
Wymiana klocków hamulcowych. Po zdjęciu koła i stwierdzeniu "śmiertelnego" stanu klocków, serwisant próbuje postawić taką samą diagnozę dla tarcz hamulcowych. W tym celu buduje scenę ze sztuki "Diagnostyka zawieszenia", którą już znamy: trzyma dysk, klika językiem i kręci głową. Nie czekając na odpowiedź, poproś o suwmiarkę i z całym szacunkiem dla oka swojego rozmówcy zmierz grubość tarczy. Jeśli jest ona mniejsza od minimalnej wartości określonej przez producenta, należy wymienić dysk. Jeżeli grubość mieści się w granicach normy, tarcza nie ma charakterystycznego niebieskiego koloru od przegrzania, a mechanik upiera się przy wymianie, należy zmienić mechanika.
Coś gwiżdże pod maską. Mechanik (otwieranie maski): "Ach, to zrozumiałe – łożysko generatora gwiżdże, ale generator trzeba wymienić". Być może to prawda. A może to nie generator gwiżdże, a mechanik. A wystarczy po prostu wymienić lub naciągnąć pasek napędowy, który może gwizdać nie gorzej niż zepsuty alternator, ale z jakiegoś powodu kosztuje dziesięć razy mniej.
Oczywiście, nie ma uniwersalnych recept na walkę z oszustwami, poza być może słynnym "Nie wierzę!" tegoż Stanisławskiego. Ale możliwe, że zdrowy rozsądek, spokój i dbałość o szczegóły będą miały wręcz korzystny wpływ na Twój budżet. I wyjdziesz z warsztatu samochodowego nieco biedniejszy, ale ze świeżo naprawionym samochodem i ze świadomością, że pozwoliłeś porządnym ludziom zarobić pieniądze, ale nie pozwoliłeś im za bardzo cię oszukać. Nie zapomnij im podziękować. Pieniądze to już przeszłość, a pewność siebie w stosunku do samochodu jest trochę jak pewność siebie w stosunku do przyszłości. Czy nie jest to warte kwoty podanej w zleceniu?
